Współpraca z rodzicami

DLACZEGO RODZICOM POTRZEBNA JEST DOBRA EDUKACJA?
Zacznijmy od tego, że współpraca nie zawsze z wszystkimi nam się udaje. Czasami musimy się rozstać, nie ma między nami chemii. Z tym rozstaniem jest tak, jak ze wszystkimi rozstaniami: czasami jest zgodne; dochodzimy do wniosku, że nie o to obu stronom chodziło, że współpraca nie spełnia naszych oczekiwań, ale towarzyszy nam wzajemny szacunek i zgoda co do tego, dlaczego nie wyszło. Bywa też bardziej dramatycznie: rodzice zarzucają nam brak profesjonalizmu, niespełnione obietnice. Im więcej przychodzi do nas dzieci, tym bardziej się z tym liczymy. Dlaczego zaczynamy w ten sposób? Bo Akademia Dobrej Edukacji jest szkołą uczącą się bez ustanku, również na porażkach… Uczymy, że z każdej z nich,  z każdego kryzysu, możemy się czegoś nauczyć i wyciągnąć dla siebie różne korzyści. A skoro tego uczymy, to sami musimy również to potrafić… Mówimy wtedy, trochę podśmiewując się z naszego żargonu, że ma dla nas „wartość dydaktyczną”. Ale tak właśnie jest. Główną nauką wynikającą z tych wszystkich porażek jest to, że jeszcze lepiej i bardziej przystępnie musimy się nauczyć mówić, czego rodzic może od nas oczekiwać, co stanie się z dzieckiem. No i przede wszystkim: co się zmieni? A zmienić się może bardzo dużo.

DLACZEGO RODZICE DO NAS DZWONIĄ?
Grupę pierwszą stanowią rodzice,  którzy  dzwonią do nas, ponieważ od początku wiedzą i są świadomi, że chcą dla swoich pociech edukacji innej niż tradycyjna. System klasowy, dzwonki, przerabianie materiału i straszenie testami odrzucają od razu. Są świadomi wymagań, jakie stawia przed ich dziećmi współczesny świat, chcą, by ich dzieci umiały i wiedziały dużo. Uważają jednak, że w zwyczajnej klasie, gdzie nauczyciel stoi z przodu, a dzieci siedzą w ławkach, to się nie uda. Chcą nauki skupionej na ich dziecku, gdzie jego zainteresowania oraz pasje będą rozumiane i wykorzystywane w procesie uczenia.
Druga grupa rodziców jest podobna do tej pierwszej, ale dzwoni do nas po „epizodzie” z tradycyjną szkołą. Dlaczego tam posłali swoje dziecko? Bo sami chodzili do szkoły i „jakoś dali radę” albo „nie chcieli dziecka zamykać pod kloszem i chcieli zmierzyć go z prawdziwym życiem”. Są też tacy, którzy bali się komentarzy bliskich, że posyłają dziecko do „dziwnej szkoły”. (Wszystkie dotychczasowe cytaty są oryginalne i pochodzą z naszych wstępnych rozmów z kandydatami). Po jakimś czasie rodzice orientują się jednak, że dziecko cierpi. Nie chce iść do szkoły, buntuje się, czasami robi się wręcz agresywne.
Trzecią grupę stanowią rodzice, którzy nie widzą innego wyjścia. Sami jednak (niestety to się zazwyczaj okazuje później) nie akceptują przejścia dziecka do innej szkoły. Traktują jego odmienność trochę jako przypadłość, która – mają taką nadzieję – się skończy. W czasie rozmów wstępnych deklarują chęć zmiany, przyjmują nasze założenia, akceptują je. Później okazuje się jednak, że prawda jest inna, a „brak tradycyjnego wyjścia” kieruje ich do nas.
Zdając sobie sprawę z istnienia tych grup, uczymy się coraz lepiej rozmawiać z rodzicami. W każdej z nich znajdą się ci, którzy z nami zostaną na dłużej jak i tacy, którzy odejdą. Reguły nie ma. Trzeba przy tym pamiętać, że uczniowie rosną, zmieniają się, chcą innych rzeczy. Młody człowiek w wieku 10 lat jest kimś zupełnie innym niż ta sama osoba trzy lata później.

CO MOŻE SIĘ ZMIENIĆ W ŻYCIU RODZICA?
Przy odpowiedzi na tak postawione pytanie nie unikniemy uogólnień. Można jednak założyć, że najważniejszą zmianą z punktu widzenia rodzica będzie to, że wymagania skierowane do ucznia naszych Akademii nie będą pokrywać się z tym, co rodzic pamięta z własnych lat szkolnych. To naturalne, że szkoła jest dla nas tym, czym była, kiedy sami do niej chodziliśmy. W ten sposób patrzymy na poszczególne przedmioty, oceniamy nauczycieli czy też budujemy obraz tego, jak powinien wyglądać dzień każdego ucznia. Rozmawiając z rodzicami, widzimy, że pierwszą rzeczą, której się obawiają, jest brak prac domowych, który dla pozostałych domowników często bywa dowodem na to, że dziecko się nie uczy. Na początku ten deficyt jest prawie niezauważalny, gdyż często następuje po przesycie wieczorami spędzonymi nad książkami (często jest to przymusowy rodzinny „projekt”), a także dlatego, że o owym braku staramy się wcześniej uprzedzać naszych świeżych uczniów i ich najbliższych. Jednak po jakimś czasie zaczynają się pojawiać pytania: czego on/ona się właściwie uczy? 
Drugą dużą zmianą może być zachowanie dziecka. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy przychodzą do nas ze szkół uczących tradycyjnie. W poprzedniej placówce uczeń różnie radził sobie z niesprzyjającymi warunkami: starał się dostosować ze wszystkich sił, a buntował się dopiero w domu, był „niegrzeczny” i ”krnąbrny” w szkole lub też po prostu wszędzie okazywał apatię. To tylko przykłady, bo każdy z naszych podopiecznych niesie ze sobą swoje historie i swoje kłopoty. Nowy uczeń widzi najpierw to, czego już nie musi robić. O tym też najczęściej mówi rodzicom: „nie mam prac domowych”, „są luźne lekcje”, „dużo się bawiliśmy”, „nikt mnie do niczego nie zmuszał”, „można wyjść z klasy”. Często przysłuchujemy się pierwszym wrażeniom, jakie dzieci przekazują swoim rodzicom po pierwszych dniach. W oczach rodziców widać czasami mieszankę radości i obawy, czy „czasami tej wolności nie jest za dużo”. Dziecko natomiast po pierwszym zachłyśnięciu się zmianami zaczyna dostosować do nowych warunków. Szuka granic, stara się je przekraczać. Czasami po raz pierwszy powie „nie zrobię tego”, potem odważy się na „jestem już zmęczony, nie mogę więcej pracować”. Dla niektórych rodziców to może być trudna zmiana. Dążymy do sytuacji, w której dziecko będzie naturalne w ramach granic, jakie panują w ADE (szanuj innych, odpowiadaj za swoje czyny, przeżyj konsekwencje swoich czynów). Są wypadki, w których razem z uczniem cieszymy się faktem, że czegoś odmówił albo „postawił się” koledze. Nie chcemy, by nasi podopieczni grali rolę uczniów. Chcemy, by byli sobą. Dopiero wtedy można z nimi uczciwie pracować. Wymaga to czasami od rodziców dużo siły, okazuje się bowiem, że ich dziecko potrzebuje pomocy, której się nie spodziewali. Co więcej, czasami sami rodzice jej potrzebują. Dosyć szybko okazuje się, że zasada „proszę mi naprawić dziecko” nigdy nie zadziała. Podobnie z prośbą „proszę mi je przechować”. Niestety z taką również się spotykamy.
Wiemy już, że kluczowym momentem dla rodzica są pierwsze tygodnie w naszej szkole. Staramy się o nich opowiadać, tłumaczyć przy okazji dni próbnych, ale najważniejszy proces toczy się już w czasie prawdziwej, codziennej pracy.

CZEGO OCZEKUJEMY OD RODZICÓW?

Szczerości
Im więcej wiemy, tym lepiej dla wszystkich. Każdy sekret, każde niedopowiedzenie jest dla nas przeszkodą. Szczera postawa wymaga od rodziców ogromnej odwagi. Niedopasowanie dziecka do „zwykłej” szkoły ma swoje źródła nie tylko w tej szkole. W domu dzieją się różne rzeczy, które wpływają na zachowanie młodego człowieka. Dobry mentor, ktoś, kto na co dzień zajmuje się uczniem, powinien mieć również pełne zaufanie rodziców. Cieszymy się, kiedy tak jest. Wtedy rodzice mówią nam o tym, że uczeń miał trudny ranek, że w rodzinie zaszło coś, co może wpływać na jego samopoczucie. To bardzo pomaga wyprzedzać pewne zachowania. Nauczyciele „uczą się dziecka” przez długi czas. Rodzice mogą w tej nauce bardzo pomóc.

Zaufania
Osoby, które pracują w ADE, są oddane swojej pracy. To banalne i jednocześnie prawdziwe. Pracując z dzieckiem, widzą je z innej niż rodzicielska perspektywy. Obserwują je w czasie zajęć wśród rówieśników, widzą zachowania, których uczeń nie prezentuje w domu. Ważne jest, byśmy zrozumieli, że ta inna perspektywa oznacza, że wyniki obserwacji mogą być różne. Często słychać zarzut, że nauczyciel „nie poznał się na dziecku”, nie zauważył pewnych cech, które rodzic widzi gołym okiem. To, rzecz jasna, zjawisko występujące nie tylko w Akademii, a dotyczące każdej szkoły. Zaufanie ma pomóc rodzicowi w zrozumieniu, że to, co od nas usłyszy, nie jest błędem a próbą opisu postawy dziecka w sytuacji i środowisku, które w istocie są rodzicowi obce. Zaufanie jest nam potrzebne w tym aspekcie z oczywistych powodów. Przyjmując, że podstawą naszej pracy jest dobra relacja z uczniem, chcemy wierzyć, że jesteśmy z rodzicami po tej samej stronie, realizujemy ten sam cel i znamy swoje role w tym procesie. Nie jesteśmy wykonawcą zadania, które powierzył nam rodzic. Chcemy być partnerem w realizacji tego samego celu, o którym piszemy niżej.

Ustalenia celu
Jednym z pierwszych pytań, które zadajemy rodzicom naszych przyszłych uczniów, jest to o cele, które wspólnie chcemy osiągnąć. Zadajemy proste pytanie: „jak sobie Państwo wyobrażają swoje dziecko za rok?”. Chcemy maksymalnie skonkretyzować wymagania, które stawiają przed nami rodzice, którzy czasem zapominają, dlaczego przyprowadzili do nas swoje dziecko. Wtedy właśnie odwołujemy się do naszej pierwszej rozmowy. Dopuszczamy oczywiście zmiany, ale nie zapominamy o tym, by realizować poszczególne cele stopniowo i – co najważniejsze – zgodnie z rozwojem ucznia.
Jak napisaliśmy wcześniej, uczniowie i rodzice często przychodzą do nas, wiedząc, czego nie chcą. Pierwszym ich celem jest więc eliminacja tej rzeczy. Dopiero gdy tak się stanie, wiemy, kim naprawdę jest uczeń, co lubi, w czym jest dobry, jakie są jego pasje. Innymi słowy: wiemy, na czym możemy budować dalszy rozwój dziecka. Robimy to wszystko, nie zapominając o głównym celu, jaki sobie stawiamy. A cele często, a nawet w przeważającej liczbie, nie są skupione wokół wiedzy. Częściej rodzice widzą potrzebę rozwoju społecznego uczniów. Znając silne strony swoich dzieci (o nie również prosimy w pierwszych rozmowach), wiedzą, że „ona/on sobie poradzi, jeśli tylko …”.
Wierzymy, że uczymy ludzi, a nie poszczególnych przedmiotów. Dlatego rozmawiając o celach, rozmawiamy o dziecku i jego rozwoju. Zwerbalizowanie celu w tym świetle ułatwia nam, nauczycielom i rodzicom łatwiej ze sobą współpracować.

JAK SIĘ KONTAKTUJEMY?
Poza wszystkimi dotychczas poruszanymi kwestiami trzeba mocno podkreślić wartość odpowiedniej komunikacji ADE z rodzicami. Od samego początku mocno nad tym pracujemy, wiedząc, że prawidłowy przekaz informacji, często dotyczący bardzo szczegółowych aspektów funkcjonowania ucznia, jest kluczem do dobrej współpracy. Kontakt z rodzicami jest najczęściej elektroniczny. Dbamy jednak o to, by każdy pracownik szkoły był otwarty na spotkanie z rodzicem i w ramach swoich możliwości był do ich dyspozycji. Do spotkań z dyrektorem dochodzi najrzadziej. 

Za bieżącą komunikację z rodzicem zawsze odpowiada mentor ucznia. Staramy się pilnować, by o każdym ważnym zajściu w ADE rodzic najpierw wiedział od nas. Piszemy o sporach między uczniami,  trudnych sytuacjach między uczniem a nauczycielem. Piszemy również o tym, za co ucznia należy pochwalić. Jak napisaliśmy wyżej: dziecko w środowisku szkolnym nie jest znane rodzicom dobrze, większość jego zachowań jest im znana jedynie z perspektywy ucznia. Chcemy ten obraz wzbogacić. Doświadczenie pokazuje, że większość rodziców odpowiada na nasze listy, informując mentorów na temat tego, jak uczeń widzi sytuację w szkole. Innym sposobem przekazywania informacji są rozmowy indywidualne. Prosimy o nie wtedy, kiedy chcemy wprowadzić jakiś szczególny program związany z nauką bądź zachowaniem ucznia. Czasami prosimy o systematyczne spotkania, korzystając z pomocy szkolnych psychologów, którzy razem z mentorami, w porozumieniu z dyrektorem, spędzają więcej czasu nad jednym przypadkiem.

Pamiętać jednak należy, by każda z osób mająca swoją rolę w kontakcie z rodzicami wiedziała, za jaki obszar tego kontaktu jest odpowiedzialna. Takie procedury wypracowujemy stale i na pewno nigdy nie uznamy, że ten proces dobiegł końca.

Rodzice są kluczowym przedstawicielem społeczności szkolnej. Mają niebagatelny wkład w sukces naszej pracy i w sukces swoich dzieci. Często w szkołach traktuje się ich trochę jako niechcianego, żądającego zbyt wiele, petenta, który „tylko wymaga, bo płaci”. Naszym zdaniem zrozumienie rodzica, nawet jeśli uznamy go za „trudnego”, jest kluczem do sukcesu pracy z uczniem. A o sukces i satysfakcję przecież tu chodzi.